„To nowa kobiecość - inna niż przed chorobą”. Wywiad z Kasią Cisło i Eweliną Dróżdż o odnalezieniu kobiecości po raku piersi
Październik to miesiąc świadomości raka piersi – czas, w którym głośniej niż zwykle mówimy o profilaktyce, leczeniu i sile kobiet. Dziś chcemy oddać głos tym, które same przeszły przez chorobę. Kasia i Ewelina – przyjaciółki, które poznały się w trakcie leczenia – opowiadają o tym, jak na nowo odnalazły kobiecość, czym jest dla nich piękno i jakie wsparcie okazało się najważniejsze.
Dziewczyny, co dla Was oznacza kobiecość?
Kasia: Przed chorobą kobiecość kojarzyła mi się z włosami, ciałem, płodnością. Leczenie to wszystko mi zabrało – włosy, fragment ciała, naturalną płodność. Teraz mam włosy, pogodziłam się z tym, jak wygląda moje ciało, ale nie jest to dla mnie teraz już takie ważne. Dziś wiem, że kobiecość to coś więcej. To wdzięczność dla mojego ciała, które znosi ból, daje radę i pozwala mi tu być.
Ewelina: U mnie wyglądało to trochę inaczej. Ja straciłam całą pierś. Przed chorobą moje piersi były dla mnie ważne. Bardzo je lubiłam, a przyszedł moment, w którym musiałam się z jedną z nich pożegnać. Kobiecość przed chorobą to były także moje włosy - wszyscy zawsze mówili, że mam przepiękne włosy. Gdy zaczęłam je tracić poczułam, że tracę także pewność siebie. Jednak w trakcie leczenia zauważyłam, że to nie było ważne. Gdy włosy odrosły, a ja przestałam się tak czepiać wyglądu, zrozumiałam, że najważniejsza jest pewność siebie, dystans do życia i poczucie humoru. To one teraz mnie definiują. 
Jak wyglądała droga do akceptacji ciała?
Ewelina: Była bardzo wyboista. Przez cały okres terapii borykałam się z poważnymi problemami skórnymi – towarzyszył mi nasilony trądzik. Ustąpił dopiero po zakończeniu leczenia. Moje ciało bardzo wychudło. Nie byłam w stanie wstać z łóżka, pójść do toalety. Pomagał mi mój mąż. Wiele dni przepłakałam, mówiłam, że nie mam siły. Nie chcę być zależna od mojego męża. Trądzik na twarzy, osłabienie, momenty, kiedy mąż musiał mnie nosić do toalety – to był koszmar. Miałam świadomość, że to wszystko jest następstwem leczenia. Gdy skończyłam chemię, pomyślałam, że mogę wszystko. Teraz daję sobie prawo do słabszych dni i nie dowalam sobie tak, jak kiedyś.
Kasia: Mnie bardzo pomogła obecność Eweliny. Była o krok przede mną w leczeniu i dzięki niej widziałam, że się da. Podchodziłam zadaniowo: najpierw chemioterapia, potem operacja, później radioterapia. To dawało mi poczucie kontroli. A rozmowy, płacz i wspólne wsparcie były bezcenne. Byłyśmy w tym razem, byłyśmy razem silne, ale także pozwalałyśmy sobie na to, aby nie mieć siły.
Wasza przyjaźń narodziła się w trakcie choroby. Jak się poznałyście?
Kasia: Przez Instagram.
Ewelina: Rozpoczęło się od wiadomości od Kasi: „Hej, też mam raka”. Potem zaczęły się codzienne rozmowy, wysyłanie zdjęć. Najbardziej zapamiętałam paczkę od Kasi. Wysłała mi ją, gdy bardzo pogorszyły mi się wyniki. Były w niej soki z buraka i pudełko pełne porzeczek, wiśni i agrestu. Wysłała mi to w najgorszym momencie, sama będąc bardzo słaba. Wzruszyłam się, że ktoś chciał nazbierać dla mnie owoców.
Kasia: Tak to się zaczęło. Dwa lata temu spotkałyśmy się pierwszy raz, gdy zorganizowałyśmy pierwszy Onkowypad. Spotykamy się od tego czasu coraz częściej. 
Co pomogło Wam znów poczuć się kobieco?
Kasia: Pierwszy raz, gdy poczułam się kobieco, to moment, w którym założyłam perukę. Zaczęłam wtedy również nosić sukienki, kolorowe ubrania, piękną bieliznę. To były małe kroki do odzyskania kobiecości. To cały proces wracania do siebie, z tym, że nie wracałam do siebie sprzed choroby, ale poznawałam siebie na nowo. To nie wygląd nas definiuje, bo nie tylko jesteśmy kobiece na zewnątrz, ale też w środku. Zmieniają się priorytety - to ja jestem ważna, i to też jest kobiecość.
Ewelina: Dla mnie kluczowe było wsparcie męża. Powtarzał, że nic się nie zmieniłam, że nadal jestem tą samą kobietą. Mówił mi o tym codziennie. Dzięki temu mogłam łatwiej przejść przez leczenie. Do tego doszło wsparcie innych dziewczyn po chorobie – dawały nadzieję, że normalność wraca. I rzeczywiście wróciła – w trochę innej formie, ale piękniejszej.
Jakie macie rady dla kobiet, które są teraz w tym momencie, o którym teraz opowiadacie?
Kasia: Każda z nas jest inna i każda piękna. Nie wygląd nas definiuje, ale siła i energia, z jaką idziemy przez życie. I naprawdę – kompleksy przestają mieć znaczenie. Nabieramy szacunku do ciała. Trzeba uwierzyć w siebie. Wiele dziewczyn twierdzi, że sobie nie poradzi. To nieprawda, poradzicie sobie. Znajdziecie w sobie tę siłę.
Ewelina: Rak to najtrudniejszy przeciwnik, ale każda z nas ma w sobie siłę, by go pokonać – choć często dowiadujemy się o tym dopiero później. Włosy, brwi, rzęsy wrócą. Najważniejsze, że to tylko skutki uboczne leczenia. Prawdziwym zwycięstwem jest życie i świadomość, że dałyśmy radę. 
Na koniec – czym dla Was jest kobiecość dziś?
Kasia: To wdzięczność wobec ciała, które mnie prowadzi mimo bólu i słabości.
Ewelina: Kobiecość po chorobie ma nowy wymiar – jest soczysta, prawdziwa i niepowtarzalna.

















